rozdział 1. mózg w garści

między bodźcem a reakcją jest przestrzeń. w tej przestrzeni leży nasza moc wyboru odpowiedzi. a w naszej odpowiedzi — nasz rozwój i nasza wolność. — przypisywane Viktorowi E. Franklowi

dzień, w którym wybiegłam z biura

był taki dzień w mojej karierze w finansach, o którym przez lata nie umiałam opowiadać spokojnie. osoba, z którą współpracowałam, uznała, że najlepszym sposobem, żeby dać mi informację zwrotną o zarządzanym przeze mnie projekcie, będzie nazwanie mnie idiotką. i dorzucenie na koniec zdania, które miało chyba brzmieć jak komplement: „jesteś dla nas zbyt droga, żeby marnować Twój czas na zajmowanie się prostymi rzeczami."

nieważne, ile racji miał albo nie miał w sprawie samego projektu.
sposób, w jaki to zrobił, sprawił, że nie byłam w stanie utrzymać siebie ani sekundy dłużej. wybiegłam z biura, trzasnęłam drzwiami i pobiegłam do najbliższego parku — wypłakać się. w środku szalała czysta furia: huragan, który rozrywał wszystko na strzępy. czułam, jakbym rozpadała się od środka, jakby ten wiatr rwał połączenia między komórkami. dosłownie tak to pamiętam — nie jako metaforę, tylko jako doznanie z ciała.

znalazłam ciche miejsce, wydarłam się, wyryczałam. zadzwoniłam do męża, który jakoś doprowadził mnie do stanu, w którym dało się rozmawiać — i wrócić. napisałam potem formalną notatkę. przyjęto ją do wiadomości. ten człowiek nigdy mnie nie przeprosił.

ale to nie on jest bohaterem tej historii. bohaterem jest decyzja, którą podjęłam w tamtym parku, jeszcze z mokrą od łez twarzą: najwyższy czas zajrzeć, co jest pod spodem. kilka dni później siedziałam pierwszy raz w gabinecie terapeutki. bo zrozumiałam coś ważnego: to nie było pytanie, czy moja klapka się kiedyś znowu otworzy.

pytanie brzmiało: co zrobię, kiedy to się stanie. i czy mogę zareagować inaczej.

co na to nauka: klapka, która się otwiera

spójrz teraz swoją dłoń — tak, naprawdę, tę prawdziwą — i wyobraź sobie, że zawsze nosisz w niej model mózgu. Twojego mózgu. to ćwiczenie Daniela Siegla i jest to najlepszy model mózgu, jaki znam, bo zawsze masz go przy sobie. taka technologia.

nadgarstek to pień mózgu — najstarsza część, która pilnuje oddechu, bicia serca, przetrwania. schowaj kciuk do środka dłoni: to ciało migdałowate i cały układ limbiczny, dom emocji, nasz wewnętrzny czujnik dymu, który skanuje świat w poszukiwaniu zagrożeń. a teraz zamknij pozostałe palce na kciuku: to kora przedczołowa— ta część, nad brwiami, która myśli, planuje, nazywa, rozumie innych ludzi, ma empatię, zrozumienie i pisze uprzejme maile. kiedy palce obejmują kciuk, wszystko jest połączone: jesteś w kontakcie ze sobą, myślisz i czujesz jednocześnie. i działasz wg tego, co myślisz, czujesz. masz dostęp i do wiedzy i do „gut feeling”. w pełni zintegrowany człowiek.

a teraz otwórz palce, tak żeby zobaczyć kciuk w środku. to jest właśnie flip the lid — klapka się otworzyła. kora traci połączenie z resztą, a stery przejmuje czujnik dymu.
„alarm! alarm! alarm!”
ciało migdałowate zostaje — jak mówi się po angielsku — porwane: amygdala hijack. i jak przy każdym porwaniu, trzeba zapłacić okup.
okupem nie jest siła woli ani zaciśnięte zęby.
okupem jest zrozumienie.
przygarnięcie emocji jak bezdomnego zwierzątka, nakarmienie, przytulenie, uspokojenie. dopiero wtedy porwany wraca do domu.
tygrys na ścieżce – o matko! ratunku! – palce otwarte
ale ścieżka jest w zoo na wybiegu dla tygrysów – aha…..! oczywiście! ten tygrys nam nic nie zrobi!
przecież to jest w pełni bezpieczne – palce zamknięte.

kluczem jest kontekst, który przedczołowa tak bardzo kocha.
nadaj mi kontekst, a poczuję się bezpiecznie.
otul mnie historią, która pomoże mi zrozumieć – prosi ciało migdałowate głosem naszego małego przestraszonego dziecka. będziemy to dalej rozwijać.

mówi się czasem o mózgu gadzim, ssaczym i ludzkim — o mózgu trójjedynym.
uczciwość każe dodać: to metafora, nie anatomia;
współczesna neuronauka widzi mózg jako sieć, nie jako tort z trzech warstw.
ale jako mapa do codziennego użytku ta metafora działa znakomicie — pod warunkiem, że pamiętamy, że mapa to nie teren.

co się dzieje po otwarciu klapki? ciało wybiera jedną z trzech starych strategii: walcz, uciekaj albo zamróź. (jest jeszcze czwarta, ale o tym, kiedy indziej).

w moim parku (w tym, w którym wyłam i krzyczałam) była to najpierw walka (huragan złości — bo złość jest jednym z pierwotnych obwodów emocjonalnych, wspólnych wszystkim ssakom), a chwilę wcześniej, przy tamtym biurku, zamrożenie.

strach i złość to nie są wady charakteru — to emocje, które przez miliony lat ratowały życie naszym przodkom. i ratują dalej i będą ratować tak długo, jak będziemy ludźmi. rewolucja technologiczna ostatnich 200 lat nie jest w stanie wymazać 200.000 lat biologii.

jedna z moich klientkek potrafiła przez dwa lata nie napisać 75 słów na swoją stronę internetową — nie z lenistwa, tylko dlatego, że jej układ nerwowy siedział w cichym, funkcjonalnym zamrożeniu, ruszając się wyłącznie na cudze polecenie.
zamrożenie też jest strategią przetrwania. wojny, która wydarza się dookoła.
jej nikt nie powiedział, że wojna dawno się skończyła.

i jeszcze jedno, najprostsze i najczęściej lekceważone:
układ nerwowy składa się w około 70% z wody i tłuszczu i nie działa na sucho.
nie działa też bez snu i bez oddechu głębszego niż ten, którym właśnie oddychasz (sprawdź: płytko czy głęboko? klatką piersiową, czy przeponą?)

zanim kupisz kolejny kurs zarządzania emocjami, wypij szklankę wody i wyśpij się.
serio. serio.
to najtańsza inwestycja w przywództwo, (i człowieczeństwo) jaką znam.

kiedy gad idzie na spacer

klapka otwiera się nie tylko nam. znasz te sceny, kiedy drobny człowiek wyprowadza na spacer psa ważącego półtora raza tyle co on?
pies widzi kota — i następuje porwanie.
pan macha na smyczy jak chorągiewka.
dokładnie tak wygląda szef, którego ciało migdałowate właśnie zobaczyło kota: wparowuje na open space i roznosi wszystko, co stoi na drodze.
argumenty nie działają, tłumaczenia nie istnieją.
tyranozaur wyszedł z jaskini.

przepracowałam dwadzieścia lat w świecie, w którym oficjalnie emocji nie było. instytucje finansowe pod stałym nadzorem, wieczna kontrola, siekiera wisząca w powietrzu — zamiast powietrzem oddychaliśmy kortyzolem.

a emocje? zakopane głęboko, przysypane papierosami i alkoholem.

to, że w finansach nie ma emocji, jest jednym z większych kłamstw, jakie znam — cała krótkoterminowa giełda rządzi się niczym innym jak emocjami.
im mocniej system udaje, że emocji nie ma, tym częściej gady chodzą po korytarzach bez smyczy.

co robić, kiedy naprzeciwko Ciebie szaleje tornado?
po pierwsze: sprawdź, co u Ciebie.
czy masz dziś siłę na uspokajanie cudzego huraganu — i czy to, z czym się mierzysz, jest w ogóle o Tobie.

po drugie: nie walcz z wodą. kiedy pęka tama, nie stawaj w nurcie — wyobraź sobie, że fala przelewa się obok, z prawej albo z lewej strony.
w końcu zbiornik się opróżnia i można brodzić po kostki, rozmawiając już jak człowiek z człowiekiem.

a po trzecie — i to jest clou tego rozdziału — najpierw naucz się rozpoznawać własne porwania. bo tornado naprzeciwko potrzebuje dokładnie tego samego, czego potrzebujesz Ty, kiedy Twoja klapka frunie pod sufit: żeby ktoś nie uciekł, nie walczył i nie zamarzł. żeby ktoś został.

Obecność, to regulacja.
Obecność, to koregulacja.

praktyka:

kotwica: dłoń i pudełko (2 minuty)

złóż dłoń w model mózgu: kciuk do środka, palce obejmują go z wierzchu. ten gest to Twoja kotwica — możesz go zrobić pod stołem na zarządzie, na wywiadówce, w sklepie i nikt się nie zorientuje.

teraz oddech pudełkowy: wdech na cztery… zatrzymanie na cztery… wydech na cztery… zatrzymanie na cztery. cztery takie pudełka, uważnie poskładane.

na koniec sprawdź dłoń: czy palce wciąż obejmują kciuk? czy Twoja głowa jest tam, gdzie Twoje siedzenie? jeśli klapka jest uchylona — jeszcze dwa pudełka i szklanka wody. to wszystko. dwie minuty, zero aplikacji, mózg z powrotem w garści.

druga praktyka: wydłuż wydech. niech trwa dłużej niż wdech, jeśli wdech robisz na dwa, wydech na cztery. nie musi być przerw.

kontrakty aka przekonania, które tu pracują

nie wierzę.

nie wierzę, że nie miałaś / nie miałeś podobnie. choć raz w życiu.
dekielki odpadają nam wszystkim. każdy nosi w sobie potencjał na tyranozaura. najczęściej dostaje się słabszym. niżej w hierarchii. dzieciom. kobietom.
„taki mamy klimat”
tak działa nasz układ nerwowy w stresie, dwa najszybsze sposoby na niekontrolowane rozładowanie nadmiaru kortyzolu, to płacz lub atak.
kontrakty czy przekonania, to nasza struktura.
i te przekonania teoretycznie nas chronią, aż przestają. jaką prawdą żyłam, zanim wybuchłam? przeczytaj je. przemiel. sprawdź, jak lądują w ciele.
może coś u Ciebie wygląda podobnie?

pod każdym z nich zgaduję, co może siedzieć głębiej. zgadywanie to moja robota — Twoja tylko taka, żeby sprawdzić, czy trafiłam.

„nie wolno mi stracić kontroli."

czy jest pod tym czujność, która nigdy nie dostaje wolnego — i tęsknota, żeby choć raz nie trzymać kierownicy?

„emocje w pracy są nieprofesjonalne."

czy jest w tym wstyd, że ktoś zobaczy Cię w środku czegoś, czego nie zdążyłaś jeszcze ułożyć — i pragnienie, żeby gdzieś wolno Ci było przyjść całej, nie tylko tą częścią, która dowozi?

„jeśli się zatrzymam, wszystko się zawali."

czy jest pod tym zmęczenie, które nie ma komu się poskarżyć?

i czy marzy Ci się coś takiego: idziesz ulicą z zakupami, torby obrywają Ci ręce, do domu jeszcze dwieście metrów i trzecie piętro bez windy. i wtedy podchodzi grupa ludzi. nikt o nic nie pyta. nikt nie proponuje, że może pomóc. każde z nich po prostu bierze od Ciebie jedną torbę i idzie za Tobą — aż pod Twoje drzwi. a Ty idziesz z pustymi rękami i nikomu nie musisz tłumaczyć, dlaczego było za ciężko.

każde z tych zdań ktoś kiedyś w nas nagrał — i każde kiedyś naprawdę chroniło. jeśli przy którymś coś się w Tobie ścisnęło albo, odwrotnie, zmiękło — to jest to miejsce. nie musisz nic z tym robić. wystarczy, że wiesz, gdzie jest.

a jeśli żadne nie trafiło, to też jest odpowiedź: znaczy tylko, że Twoje zdanie brzmi inaczej. o tym, jak takie kontrakty powstają i jak się je wypowiada, porozmawiamy dokładnie w rozdziale trzecim.

przenieś to do domu

z dzieckiem: tantrum trzylatka to nie jest złośliwość — to klapka otwarta na oścież u kogoś, kto ma korę w budowie (i będzie ją miał w budowie do mniej więcej dwudziestego piątego roku życia). nie da się dyskutować z otwartą klapką, swoją ani cudzą. da się być obok, nisko, spokojnie — i poczekać, aż palce same wrócą na kciuk. Twoja dłoń otulająca własnego kciuka dłoń jest najlepszym początkiem. zacznij od tego, że będziesz przy sobie.

„oczywiście, że mój trzylatek jest w takim stanie, kiedy jest zmęczony. zrozpaczony. głodny. niewyspany. nie rozumie dlaczego dzieje się dookoła niego to co się dzieje i nie rozumie swoich emocji”; i jeszcze „oczywiście, że jestem zmęczonym rodzicem

z rodzicami: nikt nie otwiera nam klapki szybciej niż ludzie, którzy ją kiedyś instalowali. jedno zdanie mamy przy niedzielnym obiedzie i nagle masz znowu dwanaście lat. zanim odpowiesz, zrób pod stołem gest dłoni. oddychaj. to nie jest unik — to kurtuazja wobec własnego układu nerwowego. i wobec mamy.

„czy jesteś stale w szoku, że nie zależenie od tego, ile masz lat, to jedno słowo lub spojrzenie, lub gest potrafi przenieść Cię do czasów podstawówki?”

w pracy: mail pisany wielkimi literami to mail pisany otwartą klapką — i najlepsza jego wersja to ta niewysłana. zasada, którą polecam każdemu liderowi: napisz, nie wysyłaj, wypij szklankę wody, przeczytaj rano. jeśli rano nadal brzmi dobrze — wyślij. jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby lider tego maila nie chciał poprawić, albo skasować. „mogliby się wreszcie nauczyć”, „ile razy im można powtarzać”…

„czy pojawia się zawód i bezsilność? poczucie bezradności? osamotnienia?” chciałabyś więcej lekkości? Tak żeby najlepiej wszyscy ludzie wyczytywali telepatycznie wiązki informacji, które wrzucasz w ich kierunku. nie muszą (i nie powinni) czytać w myślach, ale takie skanery telepatycznych komend i poleceń, to mogliby mieć już wszyscy – nawet Ci nad Tobą. życie byłoby o wiele prostsze.., prawda?”

co na to duchowość

można by pomyśleć, że rozdział o mózgu to najmniej duchowe miejsce tej książki.
myślę dokładnie odwrotnie.
ciało jest pierwszym domem obecności — zanim zamieszkasz gdziekolwiek indziej, lądujesz w ciele.

wszystkie tradycje kontemplacyjne, jakie znam, zaczynają dokładnie tam, gdzie zaczyna neuronauka: od oddechu, od stóp na ziemi, od ciężaru ciała.
od zatrzymania.

na poziomie subtelnym praktyka z tego rozdziału jest czymś więcej niż higieną stresu.
za każdym razem, kiedy zamiast dać się porwać, zostajesz przy sobie — z dłonią złożoną pod stołem, z oddechem poskładanym w pudełko — wykonujesz pracę niewidoczną dla żadnego KPI: uczysz swoje ciało, że jest miejscem, w którym można mieszkać. a człowiek, który mieszka w swoim ciele, wnosi do pokoju coś, czego nie da się podrobić. Obecność czuć. jeszcze zanim cokolwiek powiesz.

ciało migdałowate stale skanuje otoczenie sprawdzając, czy jest bezpiecznie.
jądro podstawy zapisuje przekonania służące przetrwaniu całego systemu — to tam, jak zobaczysz w trzecim rozdziale, mieszkają kontrakty.
kora przedczołowa dba, aby wszystko było jasne, zrozumiałe, i człowiek przetrwał i kreował.

i to jeszcze nie koniec tego tłumu.

w naszym bardzo zachodnim, poukładanym wokół Ego-Ja świecie może wydawać Ci się, że jesteś jednym, że jest jakiś kawałek Ciebie, który jest najbardziej Ja.
stanowi. opisuje. podsumowuje Twoją istotę.
a prawda jest taka, że nawet w Twoim układzie trawiennym to nie Ty trawisz.
Twój dzisiejszy obiad trawią za Ciebie miliardy bakterii.

[fun fact – Ty trawisz – pobierasz wartości odżywcze – , dopiero kiedy strawią najpierw wszystko te bakterie]

gdzie jest teraz Twoje Ego-Ja?

jesteś bardzo złożonym, wielopoziomowym i relacyjnym systemem.
osoba, na którą patrzysz w lustrze, nie jest jednym. i każdy z nas tak ma.

dlatego –

Jestem

– to najwyższy możliwy stan świadomości.
możliwość opisania Siebie i swojej Obecności poprzez przybywanie tą świadomością w każdej komórce ciała.
w każdej przestrzeni między komórkami ciała.
możliwość przebywania z każdą myślą,
Obecnością w każdej myśli,
Obecnością w obrazach, które nasz mózg produkuje tyle tysięcy na godzinę.
znacznie więcej niż słów.

Obecność. bycia słowem, które wymawiasz.
zapraszam Cię do wzięcia siebie pod mikroskop – najsilniejszy mikroskop wszechświata
i pod teleskop jednocześnie.

skoro wiesz już, jak wraca się do domu, czas poznać jego mieszkańców. w następnym rozdziale zasiądziemy przy wewnętrznym stole — bo w Twojej głowie, tak jak w mojej, nie mieszka jedna osoba.

← spis treści

Koszyk